3,2,1 to tylko test blog Picu Kontra Kino...
Skupmy się na chwilę na motywie stworzenia dzisiejszego filmowego uniwersum bohaterów Marvela, które to przecież jest już znane czytelnikom komiksów serwowanych nam od ponad siedemdziesięciu lat. Ostrzegam, że może być trochę w stylu Tony'ego Starka. W superprodukcji "Avengers 3D" (2012) mamy taką oto sytuacje: zagrożenie ze strony Rosji sprowadza się do pokątnego handlu czołgami (w tej scenie Skolimowski dostaje wycisk za zgarnięcie "Róży" (2011) nagród w Gdyni), super agencja wywiadowcza TARCZA prowadzi wyścig zbrojeniowy na wypadek ataku kosmitów (samemu wyglądając przy tym na wielkich fanów złego Imperium z "Gwiezdnych wojen"), przy okazji kontrolując całe nasze oprogramowanie i kamery w laptopach zwykłych ludzi (to akurat przestaje być motywem sci-fi) a ich przewijającymi się w tle, tajemniczymi przeciwnikami jest natomiast Hydra. Czarne charaktery nie pozdrawiają się już zawołaniem "Hail, Hydra" natomiast skupiają absolutnie wszystkich przeciwników Stanów Zjednoczonych i zapewne w tym momencie są to głównie Europejczycy. Mimo to agencja posiada ogromny mandat zaufania ze strony ONZ i Chińczyków reprezentowanych przez członków Światowej Rady Bezpieczeństwa u których w filmie nigdy nie pali się mocne światło (z listy obsadowej można jednak wyczytać, że zasiada tam postać odgrywana przez Powersa Boothe, może będzie to kontynuowane). Kupujecie taki przebieg wydarzeń ze sprywatyzowanym pokojem na świecie? Tak.